Sprawa Caster Semenyi. O co ta kłótnia?

O sprawie Caster Semenyi w ostatnim czasie powiedziano już wiele. Wydaje się, że każdy ma swoją niepodważalną rację na ten temat. Palców jednej ręki wystarczyłoby mi w zupełności do wyliczenia tematów, w których mam wiedzę wystarczającą do wygłaszania jakichkolwiek konstruktywnych komentarzy. A chyba w żadnym z nich nie odważyłbym się się wygłaszać prawd ostatecznych. Zawsze staram się być bardzo ostrożny przy krytykowaniu czegokolwiek, bo zdaję sobie sprawę z faktu, że różne sytuacje mogą mieć swoje aspekty, które pozostają dla mnie niewidoczne. Jednocześnie nie boję się mieć swojego zdania, chociaż nie uważam, że zawsze trzeba się z nim obnosić. Staram się żyć według zasady „żyj i pozwól żyć”.

Dlatego nie zamierzam teraz wygłaszać mądrości na temat zawodniczek interseksualnych, ale chciałbym zwrócić uwagę na naturę tego problemu, która często chyba nam umyka. Uważam siebie za osobę bardzo tolerancyjną, która jest w stanie wiele zaakceptować tak długo, jak nie szkodzi to innym. I chociaż mamy jako społeczeństwo z ową tolerancją wiele problemów, to nie każda kwestia się o nią rozbija. Dlatego nie do końca rozumiem, dlaczego sąd po wydaniu wyroku w sprawie Caster Semenyi czuł za stosowne tłumaczyć się z tego, że ów wyrok jest do pewnego stopnia dyskryminujący. Rozumiem poprawność polityczną, ale musimy potrafić odróżnić tematy, w których ma ona znaczenia od tych, gdzie niczemu nie służy.

O tyle o ile w społecznym kontekście Caster Semenya może być uważana za kobietę i jako takowa funkcjonować, to jej działalność w obrębie rywalizacji sportowej nie jest już tak klarowna. Podział na mężczyzn i kobiety jest jasny i w większości wypadków wydaje się być uzasadniony (chociaż jak pokazuje przykład biegów ultra, są dyscypliny w których kobiety mogą rywalizować na równi z mężczyznami). Niemniej, Caster Semenya nie wpisuje się jasno w żadną z tych dwóch kategorii, dlatego powinna zostać wykluczona.

28206051570_682b7a4610_b

Jak słusznie w jednym ze swoich tekstów zauważył Marek Tronina, wartością nadrzędną powinna być tutaj sprawiedliwość. Świat niestety nie zawsze jest sprawiedliwy. I z tej perspektywy Semenya może czuć się pokrzywdzona, ale działa to w obu kierunkach i nie ma nic wspólnego z tolerancją lub jej brakiem. Zawodniczki, których przynależność płciowa nie budzi wątpliwości mogą czuć się równie skrzywdzone przez to, że są zmuszone do rywalizacji z zawodniczkami interseksualnymi.

Wykluczenie zawodniczek takich jak Semenya to wybór mniejszego zła w kontekście sportowym, ale nie wartościuje ich jako ludzi. Sportowiec zawodowy podlega pewnej normalizacji i wychodząc poza przyjęte normy, czy to z własnej winy na przykład przez zażywanie dopingu, czy z przyczyn niezależnych jak w przypadku zawodniczek interseksualnych, skazany jest na dyskwalifikację.

Brzmi to brutalnie, ale występy takich zawodniczek podważają sens sportowej rywalizacji. Z tego samego powodu byłem przeciwny dopuszczeniu do startu Oscara Pistoriusa. Możemy oczywiście zgodzić się na wszystko, łącznie ze stosowaniem dopingu, i patrzeć co się dzieje, ale czy aby na pewno tego chcemy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s