Hoka One One Cavu 2

Nie jest tajemnicą, że tej zimy zakochałem się w butach marki Hoka. To taka niespodziewana miłość, bo na pierwszy rzut oka kompletnie do siebie nie pasujemy, ale jednak coś jest w tym, że przeciwieństwa się przyciągają. W Bondi i Cliftonach zbudowałem świetną bazę, pokonując razem wiele kilometrów, a wiosną, kiedy nadeszła pora popracować nad prędkością, miałem przyjemność wskoczyć w dwa nowe modele – Mach 2 oraz tytułowe Cavu 2.

cavu6

Oba te modele należą do linii Fly, która w podeszwie środkowej wykorzystuje lekki i sprężysty materiał PROFLY. Cavu jest w całej kolekcji butem najlżejszym i jednocześnie chyba najbardziej dynamicznym. Spokojnie można nazwać go modelem treningowo-startowym. Tym bardziej nie mogłem się doczekać, żeby wskoczyć w te kapcie i zacząć nabijać kilometry… ale od początku.

Cavu robią robotę od pierwszego kontaktu, czyli po prostu wyglądają wyczepiście! Pewnie, że to bez znaczenia, ale chyba lepiej, żeby wyglądały, prawda? A Cavu są czadowe i nie przyjmuję w tym temacie żadnej krytyki. Jak już się napatrzyłem, to wyjąłem kapcie z pudełka i znowu szok, bo ciągle nie mogę się przyzwyczaić do tego, że buty, które wyglądają jak żelazka są tak lekkie. W standardowym rozmiarze ważą 200 gramów z hakiem – to malutko na jakiekolwiek standardy, a jeżeli weźmiemy pod uwagę amortyzację jaką oferują, to magiczne butki niewidki, których w ogóle nie czuć na nogach.

Pamiętam, że miałem wtedy długi dzień w pracy, byłem zmęczony i miałem ochotę tylko na to, żeby odpalić Netflixa, ale nie mogłem się powstrzymać przed wrzuceniem chociaż kilku kilometrów. Ciekawość mnie zżerała.

Cavu to wszystko to, co najlepsze w Hoka, ale w odchudzonej wersji. Cholewka jest cieńsza i bardziej przewiewna, idealna na cieplejsze dni. Zawsze mam wrażenie, że takie cienkie cholewki trochę gorzej trzymają stopę i chyba rzeczywiście tak jest, np. w porównaniu do modelu Clifton, ale i tak jest bardzo stabilnie. Język przyjemnie leży na podbiciu, a sznurowanie dobrze trzyma. Okolice ścięgna Achillesa to twardy zapiętek oraz usztywniony „kołnierz”, który dobrze trzyma, ale może powodować pewien dyskomfort przy zakładaniu, ale w czasie biegu nie odczuwałem żadnych niedogodności. Zaznaczyć trzeba również, że materiał jest trwały i paru miesiącach intensywnego użytkowania nie widać żadnych przetarć ani innych niepokojących objawów.

Podeszwa, co do której miałem pewne obawy, również okazuje się był trwała. Podeszwa zewnętrzna, to warstwa wytrzymałej i odpornej na ścieranie gumy, a podeszwa środkowa, czyli serce buta, to w tym przypadku pianka ProFly, która w głównej mierze odpowiada za wrażenia z biegu. Owa warstwa środkowa nie jest zbyt grupa, ale nadaje całości sprężystości. Co więcej, amortyzacja nie jest rozłożona równomiernie, ale but jest twardszy pod piętą i bardziej miękki pod palcami, co zachęca do lądowania na śródstopiu i bardziej dynamicznego wybicia. Mówiąc krótko, chce się podkręcić tempo. Całość ma grubość 27 mm pod piętą i 23 pod palcami, więc bardzo przyzwoity 4 milimetrowy drop. I po raz kolejny okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a Hoka nie taka gruba jak się wydaje.

To jak się w nich biega? Już pierwsze kilometry pokazały, że różnica w porównaniu do Cliftonów (porównanie do tego modelu wychodzi mi naturalnie) jest wyraźnie wyczuwalna – Cavu są twardsze i bardziej surowe. Amortyzacji jest sporo, ale podeszwa nie jest tak miękka jak można by się spodziewać. To nie są poduszkowce, jakie sobie wyobrażamy myśląc o Hokach. Może to i trochę zaskakujące, ale jednocześnie można się było tego spodziewać po modelu, który z założenia przeznaczony jest do szybszego biegania.

A jak to jest z tym szybszym bieganiem w Cavu 2? Tutaj właśnie dochodzimy do momentu, w którym mam mały problem z precyzyjnym wrażeniem myśli. Wiecie co to jest efekt paryski? Chyba coś podobnego miałem z tymi butami. Jest fajnie, pięknie i w ogóle, ale przecież miało być jak w filmach, a nawet lepiej. Tutaj tak samo – szybkie, dynamiczne buty, 200 gramów, no spodziewałem się małych torped… a to jednak ciągle poczciwe Hoki, które trochę tłuszczu przetopiły w mięśnie. To ciągle nie są rasowe startówki, a treningówki ze startowym zacięciem. Buty treningowo-startowe.

cavu4

O funkcjonalności Cavu 2 mogę napisać praktycznie to samo, co o Cliftonach… tylko bardziej. Z przyjemnością łyka się w nich kolejne kilometry czy to podczas spokojnego rozbiegania czy biegu ciągłego, a jeżeli zajdzie potrzeba podkręcenia tempa na jakimś interwale, to z tym również nie będzie problemów. Zdecydowanie do rozważenia również jako model startowy, aczkolwiek na dystansach od połówki wzwyż. Oczywiście z powodzeniem można w nich przycisnąć na 5 czy 10 km, ale nie dadzą aż takiego kopa jak typowe, wycieniowane startówki.

Hoka to buty, które można albo kochać albo nienawidzić. W tym roku udało mi się wrócić do szybkiego biegania i formy sprzed dwóch lat i wiem, że na większości treningów towarzyszyły mi buty Hoka. Ten czy inny model. Są niezawodnym partnerem, który wspiera podczas treningu i pomaga osiągnąć cele. W całej kolekcji brakuje mi tylko typowych startówek, które mógłbym odpalić na życiowej piątce czy dyszce. To byłaby już pełnia szczęścia Hoka… Time To Fly.

cavu5

Reklamy

Jedna myśl na temat “Hoka One One Cavu 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s