Hoka One One Mach 2

Jeżeli rozbiegałeś już kilkadziesiąt różnych modeli butów, to patrzysz na kolejne i jesteś mnie więcej w stanie ocenić, czego się spodziewać. Widzisz, co będzie fajne, a co może przeszkadzać. Prawdą jest jednak również to, że czasami można się mocno pomylić. I tak też było w przypadku Hoka Mach 2.

Na fali mojej triathlonowej zajawki rzucam się na różne mniej lub bardziej niepotrzebne gadżety w rodzaju silikonowych sznurówek, plecaka do tri, czy właśnie… butów triathlonowych, bo tak właśnie opisywany jest model Mach 2. Oczywistym jest, że nie mogłem przejść obok nich obojętnie i przepuścić okazji do nabicia w nich kilometrów.

Recenzja, którą teraz czytacie miała wisieć na blogu już jakiś miesiąc temu, ale nie ukrywam, że trochę celowo przeciągałem temat. Bez owijania w bawełnę, chciałem po prostu te kapcie przetestować w boju, bo co będę wam ściemniał o ich walorach jak nie przeczłapałem w nich ani kawałka mokrą stopą. No to wczoraj przeczłapałem podczas JBL Triathlon Opole i już śpieszę z relacją.

Nie chciałbym was zanudzać suchymi faktami, które bez problemu znajdziecie w necie, ale dla przyzwoitości macie, żebyście nie musieli znowu męczyć wujka Google’a. Mach razem z Cavu i Evelon to przedstawiciele linii Fly w kolekcji Hoka. Modele z tej właśnie linii charakteryzują się wykorzystaniem w podeszwie pianki PROFLY o podwójnej gęstości, która ma zapewniać lepszą dynamikę przy zachowaniu świetnej amortyzacji oraz bardzo niskiej wagi. Patrzcie sami: 27 mm pod piętą i 22 pod palcami, czyli na całkiem grubej podeszwie przyzwoity 5 milimetrowy drop i waga… 227 gramów w standardowym rozmiarze. Boom! Musi robić wrażenie.

Niemniej, gdy wyciągnąłem buty z pudełka to momentalnie odechciało mi się w nich biegać. Kiedy zobaczyłem, jak podeszwa rozlewa się na boki spod cholewki, to już miałem dosyć. Nie znoszę butów z szerokimi podeszwami, które wyglądają jak buty od klauna. Mam wrażenie jakbym wdeptywał coś w ziemię albo stał na platformie. No ale jak są, to trzeba biegać…

Dawno tak się nie pomyliłem jeżeli chodzi o buty do biegania. Pomimo tego, że wyglądają jak rozjechane żelazka, to na nogach czuć lekkość. Balsam na styrane mięśnie 😉 Do tego podeszwa okazuję się być rzeczywiście bardzo dynamiczne i fajnie reaguje. Pod piętą podeszwa jest bardziej miękka, a z przodu z kolei trochę sztywniejsza, bardziej sprężysta, więc kiedy najdzie nas ochota, żeby podkręcić obroty, to noga fajnie w nich podaje. Jak zawsze w przypadku Hoka, podeszwa jest sztywna, ale dzięki temu zyskuje na dynamice. Nie jest to taka sztywność deski, z którą trzeba walczyć i która męczy stopę.

Warto zaznaczyć, że efekt kołyski, czyli delikatnie wyprofilowanej w łódkę podeszwy, nie jest w modelach z serii FLY tak dobrze wyczuwalny, przynajmniej przeze mnie. Szkoda, bo według mnie wpływa to bardzo pozytywnie na odczucia podczas biegu. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby również dodanie chociaż niewielkiej warstwy podeszwy zewnętrznej, ponieważ w tej chwili nie jest ona zbyt odporna na ścieranie nawet w przypadku takiego jak ja zawodnika wagi lekko pół śmiesznej, a co dopiero gdyby zabrał się za nie ktoś cięższy.

Mach 2 to kolejny model od Hoka One One, który trzeba nazwać modelem treningowo-startowym. Z pewnością nie jest to petarda na piątkę czy dychę, ale na dłuższym dystansie już można spokojnie brać je pod uwagę. Jako buty startowe w triathlonie sprawdzają się świetnie, ponieważ już zmęczonym na etapie biegowym nogom dają trochę luzu i wytchnienia, a jednocześnie nie blokują i swobodnie można w nich przyspieszyć.

O co konkretnie chodzi z tym triathlonem? Nie da się ukryć, że kiedy wrzuciłem na Fejsa pierwsze posty o butach do tri, to pojawiło się parę uszczypliwych komentarzy. Niesłusznie. Jasne, buty to buty i te triathlonowe zasadniczo nie różnią się od tych typowo biegowych, ale mają parę cech, które mogą okazać się praktyczne. Przede wszystkim świetnie oddychająca cholewka. W Mach 2 mamy świetną wentylację, a do tego język również jest perforowany, więc zapewnia doskonałe odprowadzanie wilgoci. Całość wykończona jest tak, że sprzyja bieganiu bez skarpet, materiał nie powoduje żadnych otarć. Język również jest miękko wykończony i nawet przy mocno zaciśniętych sznurówkach (zarówno zwykłych jak i silikonowych) nie wywoływały one żadnego dyskomfortu. „Wejście” do buta jest szerokie, więc można jest bardzo sprawnie założyć, co zwykły biegacz może zbagatelizować, ale każdy triathlonista doceni w strefie zmian. Niby niewiele, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Mach 2 to kolejny świetny model butów od Hoka, który mój test szafy zdaje celująco. Test szafy? Przed wyjściem na trening otwieram szafę i decyduję, które buty założyć i to jest najlepszy sprawdzian, pokazując, czy dany model jest dobry czy nie. Po Mach 2 sięgam bardzo często i to świadczy o nich najlepiej.

IS_DSC_1661

2 myśli na temat “Hoka One One Mach 2

  1. Po nieudanych przygodach ze znanymi markami, kupiłam poprzedni model macha i sprawdza się super. U mnie na duży plus możliwość biegania bez skarpet (mam z tym problem przy wyższych temperaturach i tylko delikatny bambus mnie nie podrażnia). W Hoka mach bez skarpety zero otarć i pęcherzy. Zakładają się bardzo szybko i ja już przestałam je sznurować jak idę na trening, tylko wsuwam – podczas zawodów – super szybko się je zakłada. Tylko guma się niestety niszczy, biegam dużo po szutrach, kamieniach i niestety na śródstopiu już mi mało zostało, a buty kupiłam w styczniu. Teraz myślę o kolejnej parze macha albo cavu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s