Gra o tron, czyli Półmaraton Królewski w Krakowie

To tutaj miałem rozprawić się z moją ponad dwuletnią życiówką. Tutaj miałem powalczyć o tron i koronę, ale nie jakąś tam koronę półmaratonów, ale moją koronę. Do tego startu trenowałem, tą trasę i tą metę wizualizowałem sobie, kiedy już brakowało mi tchu na kolejnych interwałach albo dłużących się ciągłych. Tutaj miało być tak pięknie… ale nie było.

W sobotę zrobiłem jeszcze rozruch. W nogach czuć było to specyficzne zmęczenie treningiem, ale jednocześnie świeżość i energię. Organizm rwał się do biegu. Wszystko przygotowane, wszystko poukładane, wszystko przemyślane. Nic tylko zaczekać na sygnał i startować.

W niedzielę od samego początku falstart. Obudziłem się jeszcze zanim krzyknął do mnie budzik. To gardło i nos do mnie wołały. Do gardła jakby ktoś wsypał garść szpilek, a do nosa wlał jakąś gęstą ciecz. No to pobiegane. Pytanie czy warto w ogóle staczać się z łóżka i tarabanić ponad dwie godziny do Krakowa, żeby pobiec tam tylko o frustrację i rozczarowanie? Byłem zdecydowany potowarzyszyć przez resztę dnia mojej wyrozumiałem kołderce, ale jakaś natrętna myśl, jakiś wredny odruch kazał mi po omacku popełznąć do kuchni. Powiedziałem Agnieszce, że nie chcę jechać… i pojechaliśmy.

Po drodze wysmarkałem półtorej rolki papieru toaletowego. Trzy razy byłem gotów rzucić to całe bieganie w cholerę i zawrócić do domu, ale jak już zapłaciliśmy za autostradę, to przecież bez sensu. Nie będę was już dłużej zanudzał marudzeniem i moim samopoczuciem na Tauron Arenie. Na zmianę ciepło i zimno, zapchany nos i gardło owinięte drutem kolczastym.

Na dworze za to całkiem przyjemnie. Czyli sytuacja jest następująca: pogoda dobra do biegania, przede mną fajna trasa, za mną tygodnie solidnych przygotowań, a ja stoję na starcie z samopoczuciem wartym mniej niż zero. Przynajmniej Szosta sobie zobaczyłem. Ciekawe, czy ci z elity też miewają takie dni? No jasne, że tak, przecież to też tylko ludzie.

Mam taką zasadę, że może się nie udać, ale trzeba spróbować. Ruszyłem więc swoim zaplanowanym tempem po 3:55/km z nadzieją, że uda się to jakoś rozbiegać. I wiecie co? Pierwsze pięć kilometrów weszło tak luźno, że na chwilę rozbłysła nawet nieśmiała iskierka nadziei. Później zaczęło się lekkie szarpanie, a na dziesiątym kilometrze już zupełnie mnie zabrakło.

Gardło, katar, niewyspanie, całe to osłabienie uderzyło we mnie, a ja nie miałem czym się bronić. Momentalnie zwolniłem i walczyłem już tylko z myślami, żeby się nie zatrzymać i nie zejść z trasy. Nie cieszyły mnie już widoki, nie cieszył już tłum biegaczy. Prysła gdzieś magia.

Mogłem tylko bezradnie rozłożyć ręce i biec przed siebie. Pomyślałem, że chociaż mocny trening zaliczę, więc walczyłem, żeby się nie zatrzymać i dzięki temu, zbliżając się ślimaczo do mety poczułem satysfakcję. Byłem zadowolony z siebie, że pomimo nędznego tempa i samopoczucia mam w sobie wystarczająco woli walki i samozaparcia, żeby się nie poddać i dobrnąć do mety. Wynik 1:28:31 z pewnością mnie nie zadowala i nie mam wątpliwości, że stać mnie na więcej. Cała ta sytuacja przypomina mi bardzo mój maraton w Wiedniu, gdzie również biegłem dużo poniżej moich oczekiwań, ale się nie poddałem, walczyłem.

Mimo wszystko jestem zadowolony, że pobiegłem w Krakowie. Poczułem tam atmosferę, jakiej nie doświadczyłem od lat, od maratonu we Frankfurcie i Wiedniu. Takie duże biegi mają w sobie jednak magię, której nie czuć na bardziej kameralnych imprezach. Kiedy stałem na starcie w prawie dziesięciotysięcznym tłumie biegaczy, to miałem ciarki. Pomimo gorąca, na rękach gęsia skórka i szklane oczy, kiedy zaczęliśmy odliczanie. Niesamowite emocje. Bieg co prawda okrutnie mnie sponiewierał, ale wyszedłem z niego silniejszy i gotowy do dalszej walki i dalszych treningów.

Jedna myśl na temat “Gra o tron, czyli Półmaraton Królewski w Krakowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s