Li-Ning Super Light

Gdyby te buty miały na cholewce łyżwę albo trzy paski, to byłby prawdziwy hit. Nie mam wątpliwości, co do tego, że przy odrobinie dobrego marketingu kapcie Li-Ning mogłyby wybić się w rankingach popularności. Na marketing jednak chiński producent zbyt dużego nacisku widocznie nie kładzie. Ciężko znaleźć jakiekolwiek konkretne informacje na temat ich butów. Ostatnimi czasy w polskim internecie pojawiło się parę recenzji, ale to za sprawą dystrybutora, który próbuje przebić się na rynek. Sam jakiś czas temu wrzuciłem wideo-recenzję tytułowego modelu Super Light, a dzisiaj chciałbym opowiedzieć wam o nim dokładniej po kolejnych miesiącach użytkowania. Zacznijmy jednak od początku…

Efekt WOW na dobry początek

Otwierając brązowe pudełko z Li-Ningami w środku kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nijakie opakowanie wskazywało raczej na jakieś no name’y, więc zbyt entuzjastyczny nie byłem. Moim oczom ukazały się jednak całkiem fajnie wyglądające buty, a kiedy wziąłem je do ręki, to chciałem jak najszybciej wypróbować je w biegu. Efekt WOW został osiągnięty, a nazwa modelu Super Light wcale nie jest na wyrost. Miały być startówki i są. Z pewnością znajdzie się lżejsza konkurencja, ale Li-Ningi są na tyle lekkie, że na pewno nikomu ciążyć nie będą. W zależności od rozmiaru dostaniemy dwieście-paredziesiąt gramów balastu na nogę (brak dokładnych danych), więc bardzo przyzwoicie. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nie są one ekstremalnie wycieniowane i już na oko widać, że podeszwa zapewnia wyraźną amortyzację. Wiedziałem, że jeżeli wszystkie te elementy zagrają, to będzie to but, którego nie da się nie lubić.

Pierwsze wrażenie jak wiadomo jest najważniejsze i ciężko je później zatrzeć, a my rzeczywiście polubiliśmy się od pierwszych kilometrów. Podeszwa w Super Light nie jest może tak sprężysta jak w niektórych innych modelach typowo startowych (np. Adidas Adizero czy Nike Zoom Streak), ale w połączeniu z bardzo przyjemną amortyzacją staje się ona niezwykle dynamiczna.

69361988_973932046110500_8020702913900838912_n

Startówki do wszystkiego

Od pierwszych kroków ma się ochotę delikatnie podkręcić tempo, a kolejne kilometry wpadają bardzo komfortowo. Taka charakterystyka podeszwy sprawia, że Super Light jest tak naprawdę modelem bardzo uniwersalnym i od kiedy zacząłem w nich biegać, to odrobinę niechętnie sięgam po inne buty, bez względu na to, jaki czeka mnie trening.

Na długich wybieganiach można złapać w nich rytm, nie zamulają i zapewniają wystarczająco dużo amortyzacji, żeby komfortowo pokonywać w nich długie dystanse. Wiadomo, że tempo zależy od wielu czynników, ale zawsze mam wrażenie, że w Li-Ningach robię rozbieganie kilka sekund na kilometr szybciej.

Na akcentach, jak łatwo się domyślić, również było świetnie. Obojętnie czy mówimy o biegu ciągłym czy interwałach we wszelkiej możliwej postaci, Super Light zawsze zdawały sprawdzian celująco. Jak już pisałem, ich podeszwa to nie jest jakaś ekstremalna sprężyna, ale całość ma w sobie ogromną dynamikę, więc tempo podkręca się z przyjemnością. Czuć po prostu, że te buty chcą cię nieść jak najszybciej się da.

Do biegu, gotowi, START!

Skoro startówki, to oczywiście nie mogłem nie przetestować ich w warunkach bojowych. Pobiegłem w Li-Ningach dychę w Katowicach oraz w Opolu. Tylko dwa starty, a miałem ochotę sięgnąć po nie częściej, tylko górę brało irracjonalne uczucie, że mam w szafie przecież markowe startówki na wypasie, które tylko czekają na to, żeby je odpalić.

Niemniej, Super Lighty nigdy mnie nie zawiodły. Dynamika, szybkość i komfort. W Katowicach zaliczyłem chyba jeden z moich najlepszych startów ever, gdzie na wymagającej trasie wybiegałem 14. miejsce w stawce prawie 1000 biegaczy. W Opolu również pomimo zmęczenia i upału udało się wykręcić mój najlepszy wynik na tej imprezie, a staram się tam startować co roku.

Reasumując, model Super Light idealnie nadaje się do startów na dystansie 10 km, ale z perspektywy czasu żałuję, że nie wybrałem ich na półmaraton. Jest to model tak uniwersalny, że sprawdzi się luźno na dystansie od piątki aż po maraton.

Cholewka na miękko

Nie będę się rozpisywał nad walorami estetycznymi, bo but jaki jest każdy widzi, ale warto wspomnieć kilka słów na temat konstrukcji cholewki, która jest bardzo przewiewna. W większości cholewka zbudowana jest z materiału przypominającego ten z Nike Flyknit, taki jakby tkany. Materiał jest miękki i przyjemny w dotyku, nie powoduje żadnych otarć ani dyskomfortu (biegam w skarpetkach). Jest on mocno perforowany więc powietrze przyjemnie owiewa stopę, a wilgoć ucieka na zewnątrz. Rzecz jasna działa to w obu kierunkach, więc kiedy na dworze jest zimno i mokro, to tak samo mamy w bucie, jednak nigdy nie miałem z tego powodu jakichś problemów. W czasie biegu stopa pracuje na tyle intensywnie, żeby porządnie się rozgrzać.

W okolicach sznurówek materiał jest wzmocniony, więc nie musimy się obawiać, że coś nam się urwie. Sznurówki są delikatnie chropowate, co skutecznie zapobiega ich rozwiązywaniu się. Jedynym moim zastrzeżeniem w tym miejscu jest język, który jakoś dziwnie układał się na stopie. Nie uwierał ani nic takiego, ale myślę, że gdyby był np. zintegrowany chociaż z jednej strony z cholewką, to byłaby już pełnia komfortu.

Zapiętek jest miękko wykończony, ale usztywniają go zewnętrzne elementy plastikowe. Dzięki temu stopa siedzi w bucie stabilnie i nie ucieka na boki. Cały zapiętek jest również odblaskowy, co nie jest bez znaczenia, jeżeli biegamy po zmroku.

Jeżeli macie ochotę bliżej przyjrzeć się materiałowi i temu, jak zbudowane są Super Lighty, to zachęcam do obejrzenia poniższego filmiku:

Trwałość na dystansie

Brakuje mi skrupulatności w prowadzeniu dzienniczka treningowego, nie jestem więc w stanie powiedzieć ile nabiłem kilometrów w Li-Ning Super Light. Niemniej, pomimo stanu w jakim się teraz znajdują, spełniły one moje oczekiwania pod względem trwałości. Nic nie jest wieczne, a te buty swoje wybiegały. W tej chwili podeszwa w paru miejscach jest już wyraźnie wytarta, a duży palec lewej stopy przebił się przez cholewkę i stopniowo powiększa wyrwę. Są to jednak oznaki zużycia, których należy się spodziewać po około pół roku intensywnego użytkowania.

Podsumowując…

… Li-Ning to marka, którą zdecydowanie warto mieć na oku, a model Super Light to bardzo udana konstrukcja, która przypadnie do gustu biegaczom lubiącym podkręcić obroty. Z czystym sumieniem można nazwać je startówkami, ale ze względu na swoją wszechstronność doskonale sprawdzę się również jako but treningowy. Niski waga oraz duża dynamika sprawiają, że świetnie nadają się one do startów na krótszych dystansach z piątką i dychą na czele, ale dzięki przyjemnej amortyzacji poradzą sobie również z dłuższym dystansem.

Już całkiem na koniec, nie można nie wspomnieć o cenie. Ich standardowa cena to 279 zł, ale przy odrobinie szczęścia uda nam się je upolować już w okolicach 200 zł, co jest naprawdę atrakcyjną ceną. Warto również zaglądać na oficjalny sklep Li-Ning na Aliexpress, gdzie można trafić jeszcze lepsze promocje.

69089545_975240499312988_2804318017394049024_n

 

Jedna myśl na temat “Li-Ning Super Light

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s