Treningowy perfekcjonizm, czyli bateria naładowana do pełna

Myśląc o różnych codziennych sytuacjach z pewnością nie nazwałbym siebie perfekcjonistą. Często zdarza mi się robić różne rzeczy na ostatnią chwilę albo nawet na wczoraj, a jeżeli nie jestem do czegoś przekonany, to bywa, że robię to „na odwal”. Byle było. Wiele rzeczy nie musi być idealnych, byle działały. Inaczej wygląda to jednak, kiedy mówimy o treningu. Tutaj lubię mieć elegancko ułożony i skrupulatnie zrealizowany plan w odniesieniu do jasno wyznaczonego celu. Na treningu budzi się we mnie uśpiony perfekcjonista i pedant dystansu oraz tempa, które powinny być odmierzone z zegarmistrzowską precyzją. Dlatego frustrujące są dla mnie takie dni jak dzisiaj.

O dziwo, pomimo zimy, co prawda łagodnej, ale jednak zimy, treningi idą zgodnie z założeniami i nie pamiętam już, kiedy przepadła mi ważna jednostka. Zdarza się nie zrobić jakiegoś rozbiegania, ale akcenty odfajkowuję bez wyjątku. Tymczasem dzisiaj dopadł mnie przytłaczający spadek energii. Nie motywacji czy zapału, ale po prostu opadłem z sił. Takie dni zdarzają mi się co jakiś czas i za nic nie potrafię wtedy zmusić się do wyjścia z mieszkania. Pewnie wynika to z kumulacji różnych czynników od pracy, przez nagromadzenie startów, na pogodzie kończąc. Zazwyczaj zapycham się czekoladą, chipsami i colą. To nie jest takie zwykłe nie chcenie się, które zdarza się każdemu bardzo często. To chyba taki punkt kryzysowy, w którym organizm krzyczy o chwilę wytchnienia. Może nawet nie odpoczynku, ale spokoju, żeby po południu usiąść i o niczym nie myśleć. Niestety nie do końca się to udaje.

34088200_695401190630255_4247171693044301824_n

Zastanawiam się, jak to się stało, że bieganie ze zwykłego hobby przerodziło się w coś, co może budzić frustrację? Dlaczego pasja, która pomagała rozładowywać napięcie zaczęła sama być źródłem stresu?

Dla treningowego perfekcjonisty taki niewybiegany trening, to koszmar. Nawet jeżeli ten akcent zaliczę jutro. Kilometraż już się nie zgadza i rodzą się wątpliwości, ale nawet w tych negatywnych uczuciach staram się szukać pozytywów. Takie nastawienie świadczy o tym, jak ważne jest dla mnie bieganie. To już nie tylko przebieżki, ale cele, marzenia i środki do ich osiągnięcia, a bieganie to sport, który wychodzenie poza przysłowiową strefę komfortu ma wpisane w swoją naturę. Pamiętajmy jednak, że co za dużo to niezdrowo, dlatego przydaje się zdrowy rozsądek.

Irracjonalne wyrzuty sumienia zagłuszam rozsądnymi argumentami. I nie są to puste słowa. Wiem, że dzisiejszy stan nie wynika z mojego lenistwa i olewactwa. Wiem, że dając sobie chwilę na złapanie oddechu mogę zyskać więcej niż męcząc ten trening. Dzisiaj mogę zadbać o regenerację, a jutro ruszyć z nowymi siłami i z uśmiechem.

Często czytam, o treningach wymęczonych pomimo piętrzących się przeciwności, co może budzić podziw, ale sport to nie powinna być droga krzyżowa. Niech wychodzenie poza strefę komfortu nie zmienia się w cierpiętnictwo. Czasami trzeba odpuścić. Czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi. Chciałbym zakończyć ten wpis jakąś głębszą refleksją i zostawić was z jakąś mądrością, ale nic nie przychodzi mi do głowy… Może oprócz tego, żebyście od czasu do czasu posłuchali swojej intuicji i potrafili odróżnić zimowe lenistwo, któremu trzeba dać kopa w dupę od potrzeby odpoczynku. To nie grzech.

Przed chwilą na Run Around The Lake przeczytałem wpis utrzymany w trochę podobnym tonie z trafną analogią do rozładowującej się baterii. Można biegać całymi dniami z komórką na wyczerpaniu, szukając nieustannie kontaktu, żeby ukraść chociaż trochę energii i podładować te kilka procent, ale nadejdzie w końcu ten moment, że trzeba będzie naładować baterię do pełna.

3 myśli na temat “Treningowy perfekcjonizm, czyli bateria naładowana do pełna

  1. przytłaczający spadek energii – pomijając problemy egzystencjalne może to niskie żelazo. Przerabiałem to, coś strasznego – nie można biec, mimo że niby wszystko ok.

      1. Nie, nie, to nie jest chwilowa przypadłość. Odbudować poziom żelaza do odpowiedniego poziomu trochę trwa. U mnie niemoc ciągnęła się przez co najmniej dwa miesiące. Suplementowałem żelazo ale jego brak uzupełniał się bardzo powoli. Oczywiście to nie musi być to, ale co jakiś czas warto sobie zrobić morfologię krwi (hemoglobina + żelazo). Tak czy inaczej powodzenia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s