Biegaj bo lubisz

Sezon się skończył z przytupem, bo w końcu znowu udało mi się wskoczyć na pudło, ale roztrenowanie minęło jak z bicz strzelił i trzeba myśleć już o nowych wyznaniach. Trzeba patrzeć przed siebie, dlatego rok rozpoczynam lekko spóźnionym wpisem o motywacji do uprawiania sportu i to zarówno dla tych, którzy dopiero oswajają się ze swoim noworocznym postanowieniem, jak i dla starych wyjadaczy, których płomień pasji może czasami przygasać.

Zawsze miałem mieszane uczucia, co do nazwy chyba największej w Polsce akcji popularyzującej bieganie, czyli „Biegam Bo Lubię”. Bieganie to tak specyficzne zajęcie, która można równocześnie i kochać i nienawidzić. Z jednej strony jest ono źródłem satysfakcji, a na co dzień możemy w nim odnaleźć chwilę spokoju i szansę na poukładanie myśli. Z drugiej jednak nieodłącznie wiąże się z bólem, zmęczeniem i ciągłym zmaganiem z własnymi słabościami. Często ciężko jest w ogóle zmusić się do wytruchtania za drzwi, a przecież… biegam bo lubię.

Nie wierzę w cierpiętnictwo. Nie lubię, kiedy ktoś ze swojego hobby robi drogę krzyżową i na samą myśl o kolejnym treningu robi skwaszoną minę. Skoro tak cierpisz, to może powinieneś poszukać sobie innego zajęcia?

Nie biegaj wbrew sobie. Odnajdź tą iskierkę, która w tobie drzemie i która podnieca ogień. Dmuchaj w nią, żeby rozniecić prawdziwy płomień pasji.

Nie musisz biegać, żeby coś komuś udowodnić. Łatwo wpaść w pułapkę pod tytułem dalej, więcej, szybciej. Dycha, połówka, maraton, ultra. To takie oklepane, ale najczęściej tak to właśnie wygląda. Wielu osobom to odpowiada, jasne, ale ile osób wypala się po pierwszym sezonie czy dwóch?

Mam na koncie osiem przebiegniętych maratonów i wiesz co? Na razie daję sobie z nimi spokój. Nawet do połówek podchodzę z dystansem. Zaczęły mnie męczyć – fizycznie i psychicznie. Jakoś na tą chwilę nie leży mi trening pod maraton, nie czuję tych długich wybiegań, nie chce mi się. Odnajduję za to mnóstwo frajdy w trenowanie pod krótsze dystanse, które może nie są tak spektakularne, ale dają mi radość oraz satysfakcję. Mogę powiedzieć, że biegam bo lubię. Nawet kiedy mi się nie chce, a czasami się nie chce, to wiem, że wynika to z innych rzeczy, a nie mojego nastawienia do biegania.

Krótko i na temat, ale tak to wygląda. Wybierz to, co sprawia ci radość, trenuj tak, żebyś czuł satysfakcję i nie musiał silić się na wymuszony uśmiech. Proste? Proste.

Jedna myśl na temat “Biegaj bo lubisz

  1. Oooo właśnie! Podpisuje się pod tym wszystkimi czterema nogami.

    Ja akurat lubię połówki i maratony (choć biegam je bez spektakularnych sukcesów). Lubię długo i wolno. Uwielbiam długie wybiegania – przez cały tydzień czekam na weekend aby sobie potuptać przez pół dnia. Z kolei bieganie dych mi się nie kalkuluje – więcej zamieszania związanego z biegiem (dojazd, przebranie, oczekiwanie na starcie, potem to samo na mecie) niż samego biegu – nie lubię. Za to na fajną połówkę mogę już jechać na drugi koniec kraju.

    Ale to przecież nie o te biegi chodzi. Bieg, jakiekolwiek, to ma być motywacja i nagroda za bieganie cykliczne, to codzienne (a w właściwe to codrugodzienne). To to bieganie jest najważniejsze dla mnie i dla mojego organizmu. To ono daje mi zdrowie, siłę, zarówno to fizyczna jak i psychiczną. A bieg to tylko wisienka na torcie, zdjęcia, medale, koszulki, lajki – łechcą ego, fajne, ale to nie jest clou tej całej zabawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s