Be like a child

„Spędzałem bardzo dużo czasu poza domem. (…) Wtedy nie chodziło nawet o sport sam w sobie. Nie miałem ambicji trenowania ani bycia najlepszym. To była dla mnie po prostu rozrywka i sposób spędzania czasu. Spotykałem się z kumplami w każdej wolnej chwili, praktycznie codziennie. Jeździliśmy na rowerach, graliśmy w nogę i budowaliśmy szałasy.” (Henryk Szost, „Rekordzista”)

Kiedy byłem dzieckiem nas również ciężko było zagonić do domu. Najgorzej było, kiedy padał deszcz, bo wtedy rodzicie nie pozwalali wyjść na dwór, a w domu nudy. Nie było komputerów, w telewizji dwa kanały, na których i tak nie za bardzo było co oglądać. Nie mieliśmy telefonów, więc nawet nie dało się pogadać. Pozostawało czytać książki i nasłuchiwać czy stukanie deszczu o szyby nie ustaje.

Dosłownie po drugiej stronie ulicy mieliśmy łąki i pola, a za nimi las i tam nas ciągnęło. Kumpel miał obok domu duży sad, a w nim atrakcji nie brakowało. Budowaliśmy bazy i szałasy, między drzewami kopaliśmy piłkę, graliśmy w podchody i w ping-ponga na starym stole, który mój tata skądś przytargał. Rzucaliśmy kamieniami, biegaliśmy po górkach, ale przede wszystkim całymi dniami jeździliśmy na rowerach. W kółko, po tysiąc razy tymi samymi ulicami. Rodzice tylko mniej więcej byli świadomi tego, gdzie jesteśmy i co robimy, dlatego żeby uniknąć awantury trzeba było czujnie nasłuchiwać głosu mamy nawołującej do domu. Później wszystko zaczęło się powoli zmieniać.

Pojawił się pierwszy komputer i teraz gromadziliśmy się wokół monitora zajmującego pół biurka. Życie towarzyskie kwitło nadal, ale sposób spędzania czasu zaczął się powoli, lecz nieubłaganie zmieniać. To przerażające z jaką łatwością oddaliśmy nasze ukochane piłki i rowery i wymieniliśmy je na kolorową, ale jednak złudną rzeczywistość gier komputerowych, które w tamtych czasach nie były zresztą aż tak atrakcyjne.

Uganianie się za sflaczałą piłką po łące zamieniliśmy na klikanie kanciastymi piłkarzykami, a rowerowe wyścigi na rajdy samochodami odpornymi na zderzenia z drzewem. Od budowania baz i podchodów woleliśmy dwuwymiarowy świat perskiego księcia i ulicznych wojowników. Ciężko mieć do kogokolwiek o to pretensje. Tak to się potoczyło i już, ale kiedy patrzę na dzieci w szkole, to czasami robi mi się smutno.

Rzadko udaje mi się dostrzec w nich taką czystą radość z zabawy na świeżym powietrzu. Trudno się dziwić. Na korytarzu zabraniamy im biegać, nie pozwalamy wychodzić na dwór, ciągle kontrolujemy, dmuchamy i chuchamy. A jak już chcą w coś pograć to na zajęciach pod okiem trenera. Chłopcy chcą być drugim Lewandowskim, a dziewczyny Justyną Święty-Ersetic. Mają ambicje, które pchają ich do tego, żeby dawać z siebie więcej i więcej, a jak nie wychodzi to odpuszczają sport, w którym nie odnajduje się przyjemności.

Łatwo wpaść w moralizatorstwo w stylu „za moich czasów…” albo „jak ja byłem młody…”. Tylko co z tego, że kiedyś było inaczej? Czasu nie cofniemy, a teraz nie różnimy się od dzieci, którym się nie chce. Ciągle szukamy motywacji i wyznaczamy cele, a później się frustrujemy i przytłaczają nas wyrzuty sumienia po nieudanym treningu, zamiast po prostu cieszyć się bieganiem.

Mamy teraz taki dziwny czas, kiedy chcąc nie chcąc musimy zwolnić i wyluzować. Cele uciekły gdzieś o kilka miesięcy do przodu, więc ciężko o jakąś motywację poza naszą wewnętrzną chęcią ruszenia czterech liter. Kiedy za oknami cały świat przesuwa się w zwolnionym tempie, to dobry moment na chwilę refleksji i odszukanie w sobie tej dziecięcej radości z czasów, kiedy satysfakcję dawało wykopanie dziury w ziemi i wskoczenie do kałuży.

Jedna myśl na temat “Be like a child

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s