Sprawdź się

Czasy przymusowego zamknięcia w czterech ścianach na szczęście mamy już za sobą i nikt nie ściga już trenujących biegaczy. Bez obaw o uszczuplenie domowego budżetu o kilka tysięcy złotych możemy korzystać z dobrodziejstw parków, lasów, a nawet chodników. Dyskusyjne pozostaje zakrywanie twarzy, ale to temat na osobną dyskusję. Rzecz w tym, że trenować nikt nam już nie broni, ale mimo wszystko ciężko odnaleźć w tym wszystkim dawną iskrę. Z kalendarza zawodów wieje pustką, treningi grupowe ruszają bardzo niemrawo. Poległ więc zarówno aspekt sportowy jak i towarzyski. Biegać więc można, pytanie tylko po co?

Osobiście nawet cieszę się z tego, że nie ma startów. Jasne, czasami tęsknię za tym spoconym tłumem, a i jakiś medalik dowiesiłoby się do kolekcji, ale szczerze mówiąc częściej cieszę się z tego, że nie muszę zaprzątać sobie głowy okołostartową logistyką. Doceniam spokój z jakim mogę skupić się na treningu. Nie muszę analizować co, gdzie ani kiedy pobiec. Nie kuszą mnie dziesiątki imprez w okolicy, na rzecz których wprowadzam kolejne modyfikacje do planu. Wszystko podporządkowane jest treningowi. I to jest komfort, którego wydaje mi się, że wielu biegaczy nie dostrzega. Mamy możliwość zrealizować plan treningowy, a start zaplanować w najbardziej optymalnym momencie. Halo, halo, ale o jakim starcie waćpan prawisz?

Zadajmy sobie pytanie po co startujemy? Pomijając kwestie towarzysko-krajoznawcze, to startujemy po to, żeby sprawdzić swoją formę. I tutaj mam dobrą wiadomość dla wszystkich biegaczy amatorów: żeby sprawdzić swoją formę nie potrzebujemy oficjalnych zawodów ani nawet atestowanej trasy. Wystarczy być uczciwym przed samym sobą. Przecież każdy z nas ma w okolicy odmierzoną jakąś piątkę, dyszkę, a i połówka czy nawet maraton by się znalazły. Większość z nas na co dzień klepie w kółko te same trasy i z zamkniętymi oczami wiemy, gdzie zrobić równą piątkę. Kein problem amigo!

Tym sposobem dochodzimy do sedna sprawy. Zamiast startów mam zaplanowane sprawdziany. Dzięki temu mam jasno wyznaczony cel oraz motywację do pracy treningowej, a jednocześnie pełen luz i zero presji, że to musi być tu i teraz, bo jeżeli pogoda jest niesprzyjająca albo samopoczucie siada, to biegnę dzień później. Ciężko o bardziej komfortowe warunki. Jasne, nie ma tej atmosfery, nie ma grupy, z którą można ciągnąć tempo. Nie ma kolorowej mety, która przyciąga jak magnes i pozwala na finiszu, kiedy ogień pali płuca i mięśnie, podkręcić jeszcze obroty, ale jeżeli dobrze poszukasz, to znajdziesz w sobie tą motywację i chęć, żeby dać z siebie sto procent i jeszcze trochę.

Pamiętajcie, że jeżeli zależy wam na progresie wyników, to nie można myśleć w perspektywie jednego sezonu. Praca, którą wykonacie teraz będzie procentowała w przyszłym roku, kiedy, miejmy nadzieję, wszystko wróci do normy.

Reasumując, nie ma tego złego i jak mawiał klasyk: „Always look on the bright side of life”!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s