1. Rafako Półmaraton Racibórz

„To ja dzisiaj biegnę półmaraton?!?”, pomyślałem w niedzielę rano, kiedy się obudziłem. Ostatnie tygodnie upłynęły pod znakiem, mówiąc delikatnie, nieusystematyzowanych treningów, czyli niby biegane, ale wszystko na czuja i w jakby okrojonej wersji. Przy okazji wpadł jeszcze urlop i tydzień bez biegania, chociaż to akurat uznałem za nawet sprzyjającą okoliczność, bo regeneracja przecież też jest potrzebna 😉

Tak więc jest niedziela i wybieram się na ten start… Niby wszystko w normie, ale tym razem pytany o planowany czas całkowicie szczerze odpowiadam, że nie wiem i to chyba właśnie dlatego czuję się tego dnia tak dziwnie. Totalnie bez spiny na cokolwiek.

Czuję, że szczyt formy w tym sezonie miałem na wiosnę, kiedy zrobiłem parę życiówek i biegało mi się naprawdę dobrze. W wakacje przyszedł czas lekkiego rozleniwienia, a w zasadzie po prostu biegania na całkowitym luzie pomimo zaplanowanych startów. Do tego noga jakoś zamiast po tygodniowym odpoczynku hulać na pełnej świeżości zaczyna dawać mi się we znaki – już podczas urlopu zaczęło mnie jakoś dziwnie pobolewać lewe udo, a teraz sprawa się ciągnie. Nie sądzę, żeby było to coś poważnego, niemniej jednak trzeba zachować ostrożność. Ale do rzeczy…

Jak wskazuje tytuł, była to pierwsza połówka w historii Raciborza i szczerze mówiąc brakowało tutaj takiej imprezy. Organizacyjnie od startu do mety z pompą i bardzo profesjonalnie. Nie będę się rozpisywał nad każdym detalem, ale naprawdę ciężko do czegokolwiek się przyczepić – ciekawie poprowadzona trasa z atestem, dobre oznakowanie, elektroniczny pomiar czasu, pacemakerzy, dobrze zorganizowane punkty odżywcze mocno obsadzone wolontariuszami i kilka kurtyn wodnych, za które należy się ogromny plus! Do tego jeszcze bardzo sprawnie działające biuro zawodów. W pakiecie koszulka i jakieś papierzyska, a na mecie medal i bidon. A to wszystko przy względnie niskim wpisowym. Powiem wprost, był to jeden z niewielu biegów, kiedy miałem poczucie, że sponsor zafundował coś więcej niż tylko swoją reklamówkę.

Był to dla mnie start nietypowy również ze względu na to, że wynajmuję mieszkanie dosłownie paręset metrów od linii startu! Żadnych depozytów, kolejek do toalety, wyczekiwania na murku itp. Do startu półgodziny, a ja spokojnie dowysikuję się na swoim kibelku 😉

Stoję więc na starcie w tłumie około 700 biegaczy i gadam jeszcze z paroma znajomymi. Ustawiliśmy się kawałek za zającem na 1:30… niech będzie. Spartanie odtańczyli jeszcze swoje, odliczanie i ruszamy. Pomimo takiej liczby biegaczy nie ma dużego ścisku i stawka szybko rozchodzi się na szerokich ulicach.

Rafako Półmaraton

Z nieba leje się żar, jest duszno, powietrze można być ciąć maczetą, ale dzięki licznym kurtynom wodnym biegnie się naprawdę nieźle. Z początku mam wrażenie, że zając na 1:30 biegnie trochę za szybko, ale to chyba mój Garmin mnie oszukiwał. Ja biegnę po prostu swoje, chociaż i tak mam wrażenie, że za szybko i boję się, czy później nie spuchnę.

Rafako Półmaraton

Nie specjalnie chce mi się nawet pić, ale pamiętam, żeby co kilka kilometrów robić chociaż łyk wody z bidonu. Przez każdą kurtynę wodną przebiegam i napawam się tą chwilą ochłody. Na każdym punkcie wylewam na siebie 2-3 kubki wody, co orzeźwia lepiej niż gdybym wlał je w siebie 😉

Wzdłuż trasy stoi sporo kibiców, którzy zagrzewają do walki i rzucają pozytywne komentarze. Taki doping naprawdę pomaga! Poza kibicami spontanicznymi są też 4 grupy zorganizowane, które również nie szczędzą sił 😀

Rafako Półmaraton

Pierwsza pętla weszła dosyć gładko, ale z każdym kolejnym kilometrem zmęczenie coraz bardziej daje o sobie znać. Poza tym start był o 10, więc temperatura ciągle rośnie, a słońce praży coraz bardziej. Od 15. kilometra odliczam już w głowie dystans do mety. W okolicach 18-19 kilometra dopada mnie mocny kryzys. Chyba rzeczywiście zacząłem odrobinę za szybko… Do głowy pukają myśli o tym, żeby na chwilę się zatrzymać, ale wiem, że to tylko psychika pada i trzeba ją nakręcić, więc biegnę dalej. Próbuję wciągnąć żel, ale tylko lepi mi usta, więc go wyrzucam.

Od 20. km jest już lepiej, świadomość bliskości mety dodaje skrzydeł i zbieram w sobie nawet siły na mocny finisz.

Ostatecznie metę przekraczam z czasem 1:34:33, który daje mi 68. miejsce wśród 657 zawodników, którzy ukończyli bieg. Zdałem sobie też sprawę, że tak dawno nie biegłem już połówki, że jest to moja nowa życiówka! 😀

Na koniec jeszcze kilka słów na temat butów 😉 Biegłem w New Balance Vazee. Po Zante jest to kolejny rewelacyjny model od NB. Chociaż wyglądają może trochę jak żelazka, to Vazee są bardzo lekkie, a podeszwy jest akurat tyle, że idealnie nadają się na dłuższy dystans na twardej nawierzchni. Poza tym jest to naprawdę szybki kapeć 😉 Mam teraz zagwozdkę co wybrać na maraton we Wrocławiu, bo z jednej strony Vazee przypadły mi do gustu, a z drugiej wypadałoby wystartować w typowo startowych Adidasach Adios Boost…

Rafako Półmaraton

Podsumowując, 1. Rafako Półmaraton Racibórz należy uznać za udaną imprezy pod każdym względem. Od strony organizacyjnej wystawiam ocenę celującą i liczę, że bieg ten na stałe wpisze się w kalendarz, a ze swojego wyniku również jestem zadowolony 🙂

Reklamy

One thought on “1. Rafako Półmaraton Racibórz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s